NARCYSTYCZNA PUŁAPKA SPOŁECZNOŚCI EZOTERYCZNYCH.

Odkąd prądy ezoteryczne wyszły z podziemia i uzyskały otwarty dostęp do mediów i narzędzi promocji w sieci na rynkach usług, liczba osób, które identyfikują się jako ta czy inna społeczność ezoteryczna, wzrosła wielokrotnie. Teraz bardzo trudno nawet przypadkowo nie natknąć się na pewne treści związane z astrologią, magią, mistycyzmem czy mantyką. Wędrując po Internecie można odnieść wrażenie, że każdy opanował już projekcje astralne, jest w stanie jakościowo dokonywać regresji w poprzednich wcieleniach i jest aktywnie zaangażowany w edukację ezoteryczną. Studiuję ezoteryzm od 1994 roku, ale po przeczytaniu tego rodzaju lektur zaczynam czuć się bezwartościowy i żałosny na tle energicznej działalności wielu ezoteryków.

Z doświadczenia terapeutycznego wiem, że są to raczej reakcje identyfikacji projekcyjnej. Moje uczucia nie mają absolutnie nic wspólnego z moją wartością zawodową. Jest to reakcja, która nieuchronnie pojawia się w obliczu czyjejś wspaniałości. Biegun bezwartościowości w takich kontaktach jest najczęściej ewakuowany do rozmówcy. I wtedy mimowolnie nasuwa się pytanie: gdzie jest tyle narcyzmu w ezoterycznym środowisku?

Narcyzm wcale nie jest brzydkim słowem. W procesie stawania się każdego człowieka jest to absolutnie niezbędny etap rozwojowy, kiedy jako dziecko rozpaczliwie potrzebujemy pozytywnego odzwierciedlenia znaczących dorosłych, aby uformować siebie. A potem dziecko, które nosi mamę, aby pokazała swoje rysunki, które prosi tatę, by patrzył, jak przeskakuje przez ławkę, które nieustannie wdaje się w dialog dorosłych, wywołuje emocje. Wszyscy to zrobiliśmy. Nie ma innego wyjścia. Oczywiście w tak wrażliwym okresie każda osoba ma swoje własne doświadczenia, nie zawsze przyjemne, co może skutkować narcystyczną traumą. A potem, w wieku dorosłym, człowiek nadal bezskutecznie rozwiązuje swój narcystyczny problem, tylko że nie powoduje takiego uczucia jak w dzieciństwie.

Narcyzm dzieli się zwykle na zdrowy i złośliwy. Kiedy człowiek uświadamia sobie coś, co wynika z jego osobistych potrzeb, jest w tym dobry i otrzymuje wiele pozytywnych ocen, które są naturalnie wbudowane w jego osobowość. Jego osobowość jest w zasadzie ukształtowana. W złośliwym narcyzmie zachodzi inny proces. Dziecko nie zostało odpowiednio odzwierciedlone w dzieciństwie, nie nauczono odczuwać swoich pragnień i potrzeb, zmuszając go do służenia tylko pragnieniom dorosłych. Jeśli były chwalone, to tylko za to, co było wartościowe dla rodziców, a nie dla samego dziecka. Dorastając, taka osoba nigdy nie uczy się działać z osobistych potrzeb. A kiedy potrzeby są obce, bez względu na to, jak bardzo je podlewasz z cudzym podziwem, komplementami i milionami lajków, wewnętrzna pustka nie zmniejsza się ani na milimetr.

Wracając do tematu społeczności ezoterycznych, należy zastrzec, że w tym przypadku mówimy więcej o tożsamości zawodowej ezoteryka. Podobnie jak każda inna tożsamość, potrzebuje pozytywnej i klarownej refleksji, aby ukształtować się i być podporą człowieka w jego aktywności zawodowej. I w tym miejscu uruchamia się ta pułapka, której poświęcony jest ten esej.

Jak uzyskać trafną refleksję i jeszcze większą akceptację, gdy wokół jest taka różnorodność i brak reguł? Weźmy jako przykład następującą metaforę. Młody wilk rozumie, że jest wilkiem, ponieważ otaczają go wilki, które wyglądają jak żyjące zgodnie z prawami swojej sfory, mają wyraźne granice swojego terytorium i stale odzwierciedlają wilka w tym, co czyni go takim samym jak inne wilki. W przypadku ezoteryki sytuacja jest bardzo podobna do opowieści o „Brzydkim Kaczątku”. On nie jest taki jak nikt. Kiedy próbuje znaleźć wspólnotę swojego rodzaju, albo jest odrzucany, albo odchodzi, bo czuje, że to dziwny klasztor i jest mu tu niewygodnie. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że wokół niego są takie same „brzydkie kaczątka”, jak on. Sami nie potrafią jasno i jasno wyartykułować, co ich odróżnia od wszystkich innych. Na pewno nie są to kaczątka, wilczki, ani kocięta, a raczej jakieś dziwne „wyjątkowe”.

W rezultacie nigdy nie dochodzi do pozytywnej refleksji, nigdy nie powstaje profesjonalna tożsamość ezoteryczna. Nadal jest luźny, podziurawiony, wymagający ciągłego namysłu, bo inaczej nie wytrzyma. Dobrze też, jeśli dana osoba ma zdrową i silną organizację osobistą, a ezoteryczna tożsamość jest tylko fragmentem, który trzeba wbudować we wspólną całość. Ale często zdarza się, że na poziomie całej osobowości człowiek doświadcza podobnych problemów. I wtedy tożsamość zawodowa zaczyna zastępować zwykłą ludzką, a problem się pogłębia. Człowiek nie może wtedy nie tylko odpowiedzieć na pytanie, jakim jest ezoterykiem i czego chce. W zasadzie nie potrafi odpowiedzieć na ważniejsze pytanie: jakim jest człowiekiem i czego chce.

Dzisiejszy ezoteryzm to po prostu idealne środowisko szklarniowe dla wszelkiego rodzaju narcyzmu. Gdzie jeszcze, jeśli nie tutaj, możesz poczuć się wszechmocny, wszechwiedzący, wspaniały i ważny? Dopiero teraz głód nigdy nie jest zaspokojony, ponieważ nie tyle trzeba czuć się ważnym i potrzebnym, ile znaleźć adekwatne odzwierciedlenie w oczach własnego gatunku. A tak się nie dzieje, ponieważ nie ma ogólnych zasad i kryteriów tego, co jest prawdą, a co fałszem w ezoteryce. Te zasady są różne dla każdego. Nie ma odrębnych stad zajmujących odrębne terytoria. Odzwierciedlając, chcesz być oceniany według własnych zasad, a nie według cudzych. Stąd pokusa nieświadomego rozszerzania kryteriów własnej „dobroci” do rozmiarów majestatycznych, aby zwiększyć szanse na zaakceptowanie przez co najmniej kilkanaście osób. Ezoteryzm przekształca się z kultury bohaterów w kulturę superbohaterów.

Często widzę wiele grup w sieciach społecznościowych, które są poświęcone temu lub innemu ezoterycznemu tematowi. Często rozwija się w nich ta sama dynamika psychologiczna. Grupa powstaje z potrzeby intymności z własnym gatunkiem. To jest naturalne. Jednak wraz z rozwojem grupy członkom rzadko udaje się wykonać to zadanie. Rozpoczyna się narcystyczna prezentacja siebie, swojej wiedzy i osiągnięć. I to jest normalne, ponieważ każda grupa musi przejść przez etap rywalizacji. Ale tylko w grupach ezoterycznych jest to trudniejsze, ponieważ nie zostało sformułowane, o co chodzi w konkursie. Co więcej, nie ma lidera, któremu w takim konkursie zostałaby delegowana rola „drugiego”. Jeśli konkurencja jest prowadzona zgodnie z zasadami bezpieczeństwa, ostatecznie przeradza się w spójność. Jeśli nie ma sekundy, wszystko zaczyna przypominać walki bez reguł, a osoby, które już miały narcystyczne kontuzje, często otrzymują ponowną retraumatyzację i opuszczają grupę. W konsekwencji nie można przydzielać ról i zadań w grupie. W rezultacie narcystyczna faza zapętla się na zawsze, bo teraz podwójnie chcę udowodnić wszystkim, że „jestem coś wart w ezoteryce”, wystarczy jaśniejsza biografia i paski na ramię z większą liczbą gwiazdek.

Smutne jest to, że w rzeczywistości ezoteryzm i narcyzm są tak daleko od siebie, że staje się to niepokojące dla rozwoju całej sfery i jej reputacji w szerszym społeczeństwie. Narcyzm często opiera się na fałszywym obrazie lub symulakrum, a nie na prawdziwej osobowości. I dlatego obraz ezoteryka w oczach nieezoteryków wygląda dziś jak coś śmiesznego, wypaczonego, teatralnie pretensjonalnego i często zaburzonego psychiatrycznie. Ale my tacy nie jesteśmy! Które?

I tu znowu ta sama pułapka. Aby zrozumieć, kim jesteśmy, musicie się zjednoczyć i odbijać się w naszych oczach. Trend, który widzę, jest nadal pozytywny. Aktywna integracja psychoterapii i ezoteryzmu mogłaby pomóc w przezwyciężeniu tego błędnego koła. Nie chodzi o zintegrowanie naukowego, psychologicznego i ezoterycznego obrazu świata. Chodzi o to, że niezależnie od światopoglądu psychika każdego człowieka działa według tych samych praw i reguł. Aby rozwiązać psychologiczną złożoność, należy użyć narzędzia psychologicznego.

W następnym ezoteryzm nie miał szczęścia. W profesjonalnych społecznościach ezoterycznych niemożliwe jest psychologiczne uzupełnienie tego, czego brakowało w okresie ogólnego rozwoju. Można to zrobić w fizyce, sztuce, nauce lub sporcie – w obszarach, w których formułowane są kryteria i zasady gry. Wtedy nawet jeśli dana osoba ma problemy osobowościowe o umiarkowanym nasileniu, „wyciąga” go społeczność zawodowa, ponieważ jest dobrze i przejrzyście ustrukturyzowana. Osoba ma zewnętrzne wsparcie grupowe. W ezoteryce osobiste rozmycie otrzymuje dodatkową dawkę luzu i chaosu ze względu na niepewność społeczności, a wszystko się tylko pogarsza.

Myślę, że przyszłość społeczności ezoterycznych jest dość przewidywalna. Jeszcze 10-20 lat i nikt nie będzie zaskoczony wielkością. W ludzkim języku po prostu nie ma wielu sposobów wyrażania wyższości. A wtedy na pierwszy plan wyjdą jasność i jasność, a wraz z nimi umiejętność porównywania się z innymi. Do tej pory ezoterycy wyśmiewają potrzebę standaryzacji, ogólnych zasad etycznych, zrozumiałych teorii i dowodów (ale wielu potajemnie o tym marzy, bo jak długo można żyć w tym chaosie!). Sami ezoterycy nie chcą, klient wymusi. Kiedy minie potrzeba pokazu i zachwytu nad efektami specjalnymi, będziesz chciał jakości, a wraz z nią nadejdą kryteria tej jakości. I to jest znowu potrzeba zebrania się, dyskusji i zaprezentowania się. I nie chodzi o to, żeby formułować jakieś ogólne zasady dla wszystkich, ale żeby nauczyć się być szczerym ze sobą i naprawdę rozumieć, co dokładnie każdy z nas robi wśród tych wszystkich ezoteryków, tak różnych i niepodobnych do siebie… Twoje własne brzydkie kaczątko musi zrozumieć, kim jest i rozwinąć własną kulturę psychologiczną, zanim znajdzie swoje stado.

Henadzi Bialiauski